Dylemat moralny

Moja małżonka od niedawna jest w stanie błogosławionym. Nigdzie nie pracuje, zajmuje się od prawie 3 lat Zuzią, która niebawem idzie do przedszkola. Czasem pomaga w firmie. Utrzymujemy się z działalności moich spółek. Powstał problem „urlopu macierzyńskiego” dla żony. Oczywiście obecnie się on jej nie należy. Pamiętałem jednak, że można coś z tym zrobić i zapytałem księgowej.

Osoba w naszej firmie księgowej odpowiedzialna za ZUSy poinstruowała nas jak można to rozegrać. Małżonka musi założyć działalność gospodarczą. Działalność nie może być fikcyjna, ale dalibyśmy radę np. zrobić szkolenie, które obsłuży jej firma.

Małżonka nigdy nie prowadziła działalności, więc przez pierwsze dwa lata płaci zmniejszony, ulgowy ZUS (ok. 400 zł – za „moich czasów” to było jakieś 200 zł:)). Płacimy taki ZUS przez ok. 6-7 miesięcy, po czym na ostatni (i ewentualnie dla bezpieczeństwa przedostatni) miesiąc ciąży podwyższamy składkę do maksymalnej (bodajże ok. 3500 zł).

Po co podnosimy składkę?

Aby podnieść podstawę, od której naliczony zostanie macierzyński. Efekt jest taki, że następnie przez 6 m-cy żona otrzymuje zasiłek ok. 6000 zł miesięcznie na rękę. Jak widać, opłaca się. A podobno – być może – prawodawca przedłuży urlopy macierzyńskie do 12 m-cy (nie orientuję się, czy zasiłek też zostanie przedłużony).

Ryzyko jest w tym, że dziecko ma się urodzić raczej na początku stycznia 2014. A być może zdążymy jeszcze w grudniu 2013. Więc nie wiadomo w jakie prawo „wpadniemy”. Być może prawodawca załata furtkę zdobywania przez kobiety tak wysokich zasiłków. Ryzyko jest tym większe, że znając polskie prawodawstwo, być może prawo zadziała wstecz i nakażą ludziom zwracać zasiłki wypłacone w przeszłości.

Według księgowej skuteczność jest na razie stuprocentowa. Paręnaście obsługiwanych pań dostało zasiłek macierzyński tym sposobem. Ciocia z ZUSu księgowej otwarcie mówi, że ZUS nawet się cieszy z takiej inicjatywy, bo teoretycznie spada bezrobocie. Nie wiem czy tak samo podchodzi ZUS w Ełku – bo księgową i spółki mam w Gdańsku, a mieszkam na Mazurach.

Zapodaję to jednak jako temat do dyskusji na temat moralności takiego przedsięwzięcia. My już po konsultacjach z mądrymi przyjaciółmi oraz po przemyśleniach podjęliśmy pewną decyzję, ale nie chcę zdradzać jaką – i proszę mi się tutaj nie domyślać. Zostawmy na razie mnie i moją żonę w spokoju, zdradzę naszą decyzję później. Chcę natomiast, aby moi Czytelnicy się wypowiedzieli:

Co Ty byś zrobił w tego typu sytuacji? Czy zdecydowałbyś się na zdobycie zasiłku 6000 zł/mc od ZUSu? Czy zrezygnowałbyś? Jeśli zrezygnowałbyś, to w imię czego? A jeśli zdecydowałbyś się, to w imię czego? Uzasadnij proszę swoją odpowiedź!

Czuję, że będzie z tego ciekawa dyskusja :-)

Update 11 czerwca godzina 19:11: Postanowiłem w końcu rozwiązać zagadkę i zdradzić moją decyzję w poniższej kwestii. Cały ten wpis jest oczywiście prowokacją. Ja decyzję podjąłem dużo wcześniej. Chciałem jedynie zachęcić Was do myślenia, moi drodzy Czytelnicy. Byłem ciekawy, jak różne zdania i argumenty się pojawią.

Co zatem postanowiliśmy?

Nie będę udawał, że opcja 6000 zł miesięcznie nas nie korciła. Mieliśmy silną pokusę. Tym bardziej, że księgowa mówiła, iż jest to całkowicie zgodne z prawem, działa i się sprawdza, a nawet ZUS się z tego cieszy.

Stąd dodatkowo konsultowałem z przyjaciółmi, aby upewnić się w decyzji. Bo konsultowanie się z przyjaciółmi jest mądrą rzeczą, o ile ma się mądrych przyjaciół.

Mimo wszystko oceniłem w sercu ten motyw jako niegodziwy. Oceniłem to jako wyciąganie kasy na siłę. Oceniłem to jako manipulację. Jest to moment, w którym prawo państwowe jest po prostu niemoralne, zezwalając na takie chachmęcenie.

Co innego, gdyby żona już firmę prowadziła… i gdyby płaciła ten maksymalny ZUS przez cały czas jeszcze przed ciążą, a nie podwyższała go sztucznie w ostatnim miesiącu przed porodem. Jak jednak nietrudno policzyć, zwrot z takiej inwestycji jest wątpliwy.

To tylko moje zdanie i moja ocena. Nikogo w ten sposób nie osądzam i nie oceniam. Niech mnie Bóg broni przed osądzaniem kogokolwiek!

Być może oceniłbym to inaczej, gdybyśmy ledwo ciągnęli nasz biznes i ledwo wiązali koniec z końcem. Być może uznałbym to za opcję, która spadła z nieba i za wybawienie. Nie wiem tego, bo nie jestem w takiej sytuacji.

Szanuję zdanie każdej innej osoby; moja ocena dotyczy tylko mojej indywidualnej sprawy i chciałem się tym z Tobą po prostu podzielić jak z przyjacielem.

Dziękuję wszystkim uczestnikom dyskusji. Widzę, jak zderzają się różne światopoglądy. Widzę, że moi czytelnicy są ludźmi świadomymi, myślącymi i poszukującymi. Bardzo mnie cieszy,  że spośród różnych wycinków społeczeństwa trafiam  właśnie do takich osób jak Wy. Chylę czoła.

Adres e-mail
Imię