Podziękowania dla Audiomagic.pl za udostępnienie sprzętu do testów!

Lab2 grają z klasą. Spodziewałem się cienizny, choć miałem nadzieję, że jednak pozytywne opinie o nich (od osób, które słyszały) nie będą ściemą. Spodziewałem się, że to tylko biżuteria.

Zacznę od tego, że dźwiękowo nie ma lipy, jak w przypadku Piano Forte, choć jak wcześniej pisałem, i one mają swój urok czegoś nadzwyczajnego. Nie zawsze bowiem przy casualowym słuchaniu szuka się, by wszystkie szczególiki wychodziły, za to jak się je włączy, to jest po prostu przyjemna barwa i melodyjne granie, choć na nienajwyższym poziomie, średnicowe, z wycofanymi basami i górą.

Dlatego ten typ słuchawek bardzo mi odpowiada, jak prowadzę samochód z dziećmi i jednocześnie chcę słyszeć, gdy dziecko coś do mnie powie, albo gdy przebywam na parterze z rodziną i muszę być w razie potrzeby dostępny. Wyjęcie takiej słuchaweczki nie boli, są najwygodniejszymi dousznymi słuchawkami na świecie. A ze słuchawką rodzina ma poczucie, iż można ze mną porozmawiać, nie ma poczucia odseparowania od towarzystwa, jak gdybym nosił na głowie hełmofon. Piano Forte dają mi takie poczucie „słuchania radia w tle”, przy czym jest to radio z klasą, a nie jakiś plastik.

W przypadku Lab2 nie będziemy już mówili o casualowym słuchaniu średnicowym „przy okazji” :-)

Lab2 wchodzą, zgodnie z ich ceną, na kilka poziomów wyżej, przy bezpośrednim porównaniu A/B słychać po 2 sekundach, że Piano Forte to przy nich totalna lipa. Nie wszystko jednak gra na nich dobrze. Niewiele porównywałem innych gatunków, ale tak na szybko – pop, jazz – pojedyncze utwory, które puściłem – tak sobie brzmiały. Przydałoby się to jeszcze sprawdzić.

Ale one są stworzone ewidentnie do muzyki akustycznej, symfonicznej, czyli tego co lubię. O ile Ultrasone Edition 5 „grają górą”, co mi odpowiada i wydobywa szczegółowe barwy instrumentów, np. skrzypienie skrzypiec, a dla porównania NightHawki „grają dołem”, o tyle Lab2 można powiedzieć chyba tylko w ten dziwny sposób, że… „grają przestrzenią”. Nie wiem jak to inaczej wyrazić. One mają swoją specyficzną specyfikę… Ich siłą jest oddawanie przestrzeni, a to jest dokładnie to, czego szukam!

Największe wrażenie odczułem, gdy puściłem chór nagrany w kościele z dużym echem i pogłosami. Na wielu słuchawkach ta przestrzeń i pogłosy zlewają się w papkę. Na Lab2 poszła taka głębia, że mnie zatkało, usłyszałem całą przestrzeń, jakiej do tej pory na żadnej słuchawce nie słyszałem, nawet na moich ulubionych.

Na Lab2 scena ma dokładnie 180 stopni. Jest dobra separacja instrumentów. Jest piękne brzmienie. Są szczegóły, które chcę usłyszeć, niuanse. Jest satysfakcja i radość ze słuchania. Jest obcowanie z czymś, co ma DUSZĘ – tego też szukam – np. świetne technicznie Dharmy D1000 mi tego nie dały i ich nie kupiłem. Dla porównania, Etymotic ER4 XR technicznie monitorują dźwięk ze świetną szczegółowością, przestrzenią, separacją, jednak już tej duszy nie mają, a słuchałem ich całą drogę powrotną.

Generalnie rzecz biorąc, Lab2 na moich referencyjnych kawałkach, gdzie jest parę utworów elektronicznych, a kilkadziesiąt symfonicznych, sprawiły, że na 45 minut przykleiłem się i nie mogłem odkleić. Bezustannie byłem pozytywnie zaskoczony. Bezustannie byłem w szoku.

Bezustannie próbowałem je „zagiąć” i znaleźć coś, na czym polegną. Nie udało mi się. Niestety. Nie miałem żadnego argumentu, aby ich nie kupić. Dały mi dokładnie to, czego szukam w muzyce.

Przejście chwilę później na ciemne i zamulone totalnie Sonorus X oraz VIII spowodowało głębokie rozczarowanie. Nie rozumiałem dla kogo i po co powstały te słuchawki, grające znacznie gorzej niż znacznie tańsze Pandora Hope 6 tej samej firmy. Testowałem je na wszystkim, od Mojo, poprzez Dragonfly, zestaw stacjonarny Cayin6. Co ciekawe, już ze stacjonarnym zestawem Cayin6 moje Lab2 nie współpracowały, nie wiem czemu. Świetnie za to grały z Dragonfly.

Nie testowałem intensywnie, ale wydaje mi się, że umiarkowany jest sens podłączania ich do Aune B1, które właśnie łagodzi, nadaje klasy i nieco uprzestrzennia dźwięk. To im jest niepotrzebne, na tym złagodzeniu pazura zyskują za to Edition 5 oraz Etymotic EX4.

Wady widzę dwie, może trzy.
– Scena mogłaby być wyższa w pionie, w tym wymiarze nieznacznie niedomaga, ale to jest czepianie się. Aby to zobrazować, wyobraź sobie ekran o szerokości 180 stopni, ale nie za dużej wysokości.
– Wiadomo, bas specjalnie nisko nie schodzi, nie są to pewnie słuchawki dla bass-headów, jednak zapuszczony na nich kawałek elektroniczny z dynamicznym basem brzmiał – o ile pamiętam – dobrze. Jednak ich prawdziwa klasa wychodzi w muzyce symfonicznej itp.
– Wadą dla wielu osób może być na pewno to, że w zasadzie pod gatunki przestrzenne te słuchawki zostały stworzone, a wydawanie takich pieniędzy, by słuchać na nich popu czy rocka może nie mieć sensu – jednak tego z pewnością nie wiem – trzeba by je intensywniej przetestować, na co nie miałem okazji. Ale z tego co zauważyłem, nie wnoszą specjalnie korzyści do gatunków nagranych „z bliska”, albo mogą być potencjalnie słabsze niż alternatywy, bo jednak mają swój specyficzny styl niegrania prosto z mostu prosto w twarz.

Teraz o wyglądzie. Co ciekawe, słuchawki nie robią tak piorunującego wrażenia z wyglądu jak na zdjęciach! Wiadomo, jest to coś niestandardowego, niesamowitego. Ale nie ma wrażenia „wow!”. Takie wrażenia robią tylko fotki. W praktyce, piano forte jest porównywalnie urodziwe. Być może piano forte w wersji ze złota (ja mam miedziane) zrobi „na salonach” większe wrażenie niż Lab2 – nie miałem okazji ich oglądać. W przypadku miedzianych piano forte, przeskok na korzyść Lab2 jest, ale umiarkowany, a nie potężny.

Słuchawki wyglądają trochę jakby zostały zrobione ze srebra (a nie są; przy tej cenie powinny być zrobione z platyny!). Jak widać aspekt biżuteryjny zszedł na dalszy plan, a tymczasem dźwięk się obronił! Szczerze mówiąc, byłem dość zszokowany takim obrotem spraw.

Poza tym są dość lekkie. Piano forte to ciężki kawałek metalu, dobrze leży w uchu, solidnie. Lab2 z kolei są leciutkie, bo to już „metal z dziurkami”. Przez to jeszcze słabiej wyciszają otoczenie niż piano forte (które mimo wszystko trochę wycisza – stosuję je jako obronę przed rykiem dwulatka, który to ryk rozdziera mi bębenki).

Są to już słuchawki totalnie otwarte. Pod tym względem być może można je porównać do Staxów i K1000, chociaż może idę z tym za daleko. Cóż, IEMów otwartych (ale tak naprawdę otwartych) jak na lekarstwo :-)

Przez swoją wagę mogą jeszcze łatwiej wylatywać z ucha niż piano forte, szczególnie że kabelek mają gruby i jego ruch może poruszać słuchawką. Rozważaliśmy w sklepie, aby zamówić do nich w firmie customowej specjalne silikonowe otoczki, by jednak siedziały mocniej w uchu. Jest to do rozważenia, teraz nie wiem. W tej konstrukcji brzmienie znacznie się zmienia w zależności od tego, czy zostaną one mocniej dociśnięte do ucha.

Rozwiązanie drugie odkryłem dziś wieczorem, by kabelek od piano forte dawać za siebie – na plecy – a nie przed siebie. Dobrze dociąża on słuchawkę w uchu (w dobrym kierunku). Czy to zadziała w Lab2 – też nie wiem. Dodatkowo Lab2 mają odczepiany kabel, w przeciwieństwie do piano forte, więc daje to możliwości do eksperymentów. Widziałbym tu szczególnie jakąś opcję z mikrofonem i pilotem do telefonu :-)

No właśnie! One mają łącze MMCX. Może będzie do nich pasować kabelek „mobilny” (z mikrofonem i guzikiem) od Edition 5 unlimited? Przyjdzie pora na testy, zacieram ręce :-)

Niestety nieliczne osoby będą miały szansę posiąść tę słuchawkę w naszym kraju, bo już 190 sztuk ponoć poszło na pniu w różnych krajach, zostało do kupienia 10 (minus moja jedna, którą dziś zamówiłem :-)).

Taką informację daje dystrybutor, być może jest to tylko sprzedażowa argumentacja, nie potrafię tego zweryfikować i nie ma to dla mnie znaczenia. W każdym razie zabawna jest sytuacja, że na AVS 2016 będzie można posłuchać tej słuchawki, lecz nie będzie można jej kupić… Nie wiem też, czy na AVS będą warunki, by jej posłuchać, ze względu na mocno otwarty charakter słuchawki.

Moja Lab2 wymagała więc złożenia zamówienia i jedzie teraz z Japonii, niestety dopiero za 2 tygodnie ma być u mnie. Może szybciej…? Najlepszą rekomendacją może być to, że na stole stoją AKG K1000, Stax SR-009 i 2 wersje Edition 5, a ja mam szczerą ochotę ich posłuchać; już stęskniłem się za nimi. Nie są one tylko zwykłą słuchawką. Są unikalnym doświadczeniem, a ja właśnie tego szukam.

Adres e-mail
Imię